Aktualności

Rozwój grafomotoryki u dzieci w wieku przedszkolnym

Rozwój grafomotoryki

Okresem przygotowawczym do rysowania i pisania jest okres tzw. bazgrot. Dopiero około drugiego roku życia dziecko stawia pierwsze kropki stukając kredką, robiąc nieregularne ruchy koliste. Następnie pojawiają się linie poziome, a później pionowe. Dziecko zachęcane i kierowane przez dorosłych próbuje rysować konkretne przedmioty. Niestety, umiejętności i możliwości techniczne u dzieci są jeszcze niewielkie. Dopiero trzylatek potrafi narysować koło, to znaczy coś w rodzaju zamkniętej linii. Następnie rysuje skrzyżowane linie poziome i pionowe. Czterolatek zaś potrafi narysować coś w rodzaju prostokąta i kwadratu. Nie planuje rysunku, dopiero po wykonaniu pracy mówi, co narysował. Natomiast, to co rysuje, jest mało podobne do rzeczy o których mówi.

Sześciolatek umie rysować już na określony temat. Prace są tematyczne i czytelne dla drugiej osoby. Widoczna jest szersza gama kolorystyczna, prace są bogatsze w szczegóły.

Nauka pisania szlaczków poprzedzana jest ćwiczeniami w pisaniu motywów szlaczków, które zawierają w sobie wszelkie możliwe elementy liter: koła, pętle, łuki, kreski. Dzieci ćwiczą przy tym płynność ruchów ramienia i dłoni: w prawo, w lewo, w dół, w górę itp.

Zaburzenia grafomotoryki

U dzieci w wieku pięciu, sześciu lat zaczynają pojawiać się różnice indywidualne. Jedne rysunki są bardzo ubogie, schematyczne, inne bogate w szczegóły, pięknie pokolorowane. U tych samych dzieci szlaczki wyglądają różnie, nie mieszczą się w liniaturze, są bardzo ładne, staranne, podciągane od linii do linii. Różnice takie zależą od wielu czynników. Do nich należą między innymi:?

– ogólny rozwój umysłowy dziecka

– doświadczenia w rysowaniu

– ogólna sprawność ruchowa

– rozwój funkcji percepcyjno – motorycznych zaangażowanych w czynność rysowania.

Dziecko z zakłóceniami funkcji wzrokowych odznacza się małą pomysłowością, nie chętnie rysuje, jeśli podejmuje tą czynność –to często „ściąga” pomysły od kolegów (rozwiązując ten sam temat na znacznie niższym poziomie). Dzieci te nie lubią rysować „z pamięci”, natomiast chętnie odwzorowują, kolorują książeczki, kalkują, gdyż rezultat takich prac jest lepszy.

Dziecko z dużym napięciem mięśni palców nadmiernie przyciska ołówek, rysuje linie grube, czasem przedziera papier, co wpływa na estetykę pracy. Linie są krzywe, przedmioty duże, gdyż dziecko nie umie opanować ruchu. Dzieci o małym napięciu mięśniowym również mają problemy z rysowaniem. Kreślą linie nikłe „drżące”, niepewne. Rysują przedmioty małe, których wielkość uniemożliwia umieszczanie szczegółów.

Dzieci leworęczne nie odbiegają intelektualnie od dzieci praworęcznych, mimo to częściej napotykają na trudności w nauce, bo wykazują częściej mniejszą sprawność ruchową rąk. Mają one ograniczoną precyzję ruchów, widoczne jest większe zmęczenie ręki, nie nadążają za grupą, zamazują pismo, łamią ołówki. Niepotrzebne przestawianie rąk powoduje nerwice, płacz, ataki złości.

JAK SIĘ UCZĄ MAŁE DZIECI

Dzieci rodzą się z potężną umiejętnością uczenia się. Pierwsze lata życia stanowią apogeum możliwości umysłowych człowieka. Wówczas rozwijają się zmysły, pamięć, zdolność komunikowania się z otoczeniem za pomocą gestów oraz mowy. Jest to okres najbardziej intensywnych zmian i najintensywniejszego rozwoju. Już nigdy później człowiek nie jest w stanie przyswoić sobie tak ogromnej ilości informacji oraz zdobyć tak wiele nowych umiejętności, w tak krótkim czasie. W dzieciństwie także kształtują się cechy osobowości, sprawność umysłowa oraz zdolności potrzebne do uczenia się w przyszłości, kiedy nauka przestaje już być spontaniczna.Warunki, jakie zostaną stworzone dziecku do odpowiedniego rozwoju, mają ogromny wpływ na ukształtowanie się tych cech.

Widzę, słyszę i czuję

Na początku swojej drogi na świecie dziecko poznaje świat za pomocą zmysłów: dotyku, smaku, wzroku, słuchu. Dziecko chwyta wszystko do rączek, pakuje do buzi oraz uważnie obserwuje otoczenie. Niemowlę reaguje także w bardzo wyraźny sposób na dźwięki. Wzrok zaczyna odgrywać ogromną rolę, gdy dziecko zaczyna siadać a potem chodzić, ponieważ wówczas może zmieniać perspektywę patrzenia i oglądania przedmiotów. W ten sposób dziecko uczy się otaczającego świata. To, co wydaje nam się nieważną zabawą, nic nie znaczącymi, wręcz instynktownymi zachowaniami,w rzeczywistości jest niezmiernie skomplikowaną „nauką świata”, jaka dokonuje się w głowie małego człowieczka. Bowiem poprzez doznania zmysłowe dziecko bombardowane jest mnóstwem bodźców, swoistych doświadczeń, które musi przyporządkować różnym sytuacjom, musi je zanalizować a potem zapamiętać.

Mamo, ja sam !!!!

Dzieci poznają świat w sposób aktywny. Same poszukują nowych bodźców, sprawdzają co je otacza i w ten sposób gromadzą doświadczenia. Ogromna zdolność i chęć uczenia się pojawia się u dziecka samoistnie. Naszą rolą, rolą rodzica, opiekuna czy nauczyciela, jest przede wszystkim ułatwić dziecku poznawanie świata poprzez podsuwanie mu odpowiednich „narzędzi”, czyli zabawek i przedmiotów, dbać aby poznając świat dziecko nie zrobiło sobie krzywdy, a przede wszystkim nie zniechęcić go do podejmowania nowych działań. Każda nowa aktywność powinna być nagradzana pochwałą, brawami czy buziakami, to zachęca dziecko i uczy, że warto jest podejmować wysiłek. Nie wolno nam też wyręczać dziecko, bo wydaje nam się takie malutkie i nieporadne, i pomagać na każdym kroku. Pozwólmy dziecku samemu sięgnąć po zabawkę, podnieść się po upadku, przekonać się, że przedmiot wyrzucony z łóżeczka nie wróci sam na miejsce. W ten sposób dziecko nabierze pewności siebie, przekonania, że umie pokonać problem i znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Dzieci uczą się poprzez obserwację i naśladownictwo. Dziecko obserwując nas pragnie nas naśladować, dlatego chce samo sięgać po łyżkę i widelec, chce samo założyć ubranko czy nieść siatkę z zakupami. Bardzo ważne jest, aby pozwalać na takie doświadczenia. Jeśli damy dziecku widelec, (łatwiej nabić kęs jedzenia na widelec niż operować łyżką z zupą) będzie miało możliwość rozwijania zdolności manualnych, szybciej nauczy się samo jeść, no a przy okazji sprawimy mu wielką frajdę. A że po poisłku kuchnia wygląda jak po przejściu tornada – trudno, ale czy nie warto w zamian za korzyści z tego płynące?

Ogromną wagę w uczeniu się dzieci odgrywa samodzielne zdobywanie doświadczeń. Pozwolenie, np. na owo samodzielne jedzenie, nie tylko uczy operowania widelcem i rozwija zdolności manualne, lecz jednocześnie zapewni dziecku właśnie samodzielne zdobywanie doświadczenia. Położenie zabawki w odległości odrobinę poza zasięgiem dziecka, pozwoli mu na podjęcie prób użycia „narzędzia” do sięgnięcia po przedmiot i pozwoli na uświadomienie organizacji przestrzeni. Powinniśmy zapewniać jak najwięcej możliwość samodzielnego zdobywania doświadczenia przez dziecko. Maluchowi pozwalajmy na dotykanie, smakowanie, poznawanie różnych struktur i faktur przedmiotów.

Zabierajmy dziecko w różne nowe miejsca, nawet gdy wydaje nam się, że jeszcze bardzo niewiele rozumie. Zmiana miejsca, nowe widoki, inny krajobraz, mają bardzo duży wpływ na postrzeganie świata już przez maluszki, a w starszym wieku odgrywają ogromną rolę w rozwoju i poznawaniu świata. Ważne jest, aby zachęcać dziecko do poszukiwania własnych rozwiązań problemów oraz do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na pytania. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zostawić dziecko z problemem czy odpowiadać mu: „sam sobie poszukaj”. Naszą rolą jest wskazanie, gdzie można szukać odpowiedzi, czy podpowiedzenie możliwości rozwiązania problemu.

Należy pamiętać, że dzieci są doskonałymi obserwatorami. Poprzez obserwację uczą się nie tylko poznawać świat, ale także przejmują nasze postawy i nastawienie do życia. Jeżeli rodzice nie wykazują aktywności w poznawaniu świata, nie przejawiają żadnych zainteresowań, to niestety taką postawę bedą też przyjmować dzieci. Jeśli dziecko obserwuje rodziców aktywnych, wykazujących zainteresowanie światem, nowymi przedmiotami, z dużym prawdopodobieństwem będzie kopiować takie podejście do życia.

Rola pytań w rozwoju dziecka

Młody człowiek posiada naturalna ciekawość poznawczą, dlatego ciągle obserwuje, manipuluje przedmiotami, chce wszystkiego dotknąć, poszukuje wyjaśnień -pyta. Pierwsze pytanie dziecka uznaje się za początek samodzielnej myśli dziecka i ma ona raczej charakter emocjonalny niż intelektualny.

Do drugiego roku życia dziecko powtarza pytania automatycznie i bez zrozumienia za rodzicami. Dziecko w ten sposób uczy się zastosowania określonego pytania do odpowiedniej sytuacji. Około trzydziestego miesiąca życia (2,5 r.ż.) pojawiają się pytania „kto?” i „co?” Tak zwany właściwy wiek pytań zaczyna się w drugiej połowie  trzeciego roku życia i trwa przez cały okres przedszkolny, a nawet dłużej. Wówczas pojawiają się pytania „gdzie?” i „dlaczego?” W trzecim roku życia przeciętne dziecko zadaje dorosłym pytania z sensem, to znaczy poprawnie posługując się przysłówkami i zaimkami pytajnymi. W wieku 3-4 lat pojawia się już świadomość niewiedzy, niejasność pewnego zagadnienia, a świadomość jest podstawą powstania pytania.
Psychologia uznaje pytania dziecięce za początek ich samodzielnego myślenia. Dziecko pyta napotykając trudności w zrozumieniu jakiegoś zjawiska, w dążeniu do poznania czegoś nieznanego, do wyjaśnienia niejasności lub wątpliwości.  Przyczyną pytań starszego dziecka jest krytyczna refleksja wobec faktów i zjawisk oraz zauważonej sprzeczności pomiędzy posiadanymi informacjami, a zaobserwowanym stanem rzeczy. Samo sformułowanie pytania dowodzi, że dziecko myśli, gdyż dostrzegło problem i oczekuje od dorosłych jego rozwiązania. Wiek pytań nazywany także bywa „głodem wiedzy”. Istnieje wiele przyczyn, dlaczego dzieci zadają nam tak licznie pytania oto najważniejsze z nich:

· dynamiczny rozwój wszystkich sfer rozwojowych dziecka powoduje, że zadawanie pytań jest naturalną potrzebą rozwijającego się dziecka,

· otaczający dziecko świat wzbudza jego ciekawość i zainteresowania a jednocześnie stymuluje go do pytań,

· poczucie lęku, obawy przed nieznanym także jest przyczyną zadawania pytań,

· zadawanie pytań wskazuje, że dziecko uświadamia sobie, iż posiada nie wystarczającą wiedzę, coś jest niejasne dla niego,

· pytania także są wynikiem odczuwania przez dziecko rozbieżności sytuacji to znaczy istnieje różnica między wiedzą posiadaną przez dziecko a sytuacją w której się znalazł.

Psycholodzy przyjmują za kryterium podziału przyczynę (czemu dziecko pyta?) albo cel pytania (o co dziecko pyta?). S. Szuman, biorąc pod uwagę cel poznania, wyróżnia następujące trzy grupy pytań:


– pytania dążące do wiedzy o rzeczach i ich własnościach (co to jest? jaki jest?…),
– pytania dążące do wiedzy o odmianach i zmianach, zmierzające do poznania faz, przemian  i gatunków przedmiotów oraz ich właściwości przestrzennych i czasowych,
– pytania dążące do wiedzy o zależnościach przedmiotów od siebie, których celem jest ustalenie przyczyn i okoliczności, skutku, warunków, tworzywa, sposobu, funkcji oraz celu i efektu czynności. W dążeniu do zrozumienia, dziecko przez stawianie pytań, pragnie zdobyć umiejętność wyróżnienia cech rozpoznawczych danego przedmiotu, uzupełnić wiadomości o znanym już przedmiocie, a także wyjaśnić sprzeczności, stwierdzić prawidłowości oraz posiąść umiejętność definiowania pojęć.  W związku z tym, pytania dzieci mają charakter kategorialny:

kto? co? – kategoria rzeczy – co to jest?
jaki? – kategoria właściwości – jakie jest?
jak?– kategoria sposobu – jak się buduje dom?
czemu? – kategoria przyczyny – czemu pada deszcz?
kiedy? – kategoria czasu – kiedy przyjdzie zima?
gdzie? – kategoria miejsca – gdzie żyją Eskimosi?
po co? do czego? – kategoria celu, użytku – do czego służy konewka?
ile? – kategoria ilości – ile dni ma tydzień?

Według M. Lizęgi pytania dzielimy na:

– pytania towarzyszące działaniu na przedmiotach (występują najczęściej między drugim, a czwartym rokiem życia), informacje zawarte w odpowiedziach ułatwiają dziecku działanie i ukazują jego skutki;

– pytania związane z czynnościami percepcyjnymi (występują przez cały okres przedszkolny, najczęściej u sześciolatków), odpowiedzi porządkują dziecku spostrzeżenia, pomagają zrozumieć genezę, przebieg obserwowanych procesów  i wykryć zależności między zjawiskiem, a jego oznaką;

– pytania zmierzające do ustalenia ogólnych praw i zasad (pojawiają się w czwartym roku życia, nasilają u pięciolatków), wskazują one na interioryzację czynności oraz generalizację doświadczeń, z których dziecko buduje uogólniony obraz świata.


Rozwijając się, dziecko zaczyna zadawać nie tylko pojedyncze pytania, ale także całe serie długich pytań. Docieka tego, co wydaje mu się nadal niejasne po pierwszej odpowiedzi, ukierunkowując jednocześnie tok myślenia. Stawia wówczas różne hipotezy i chce się przekonać o ich prawdziwości, dlatego w seriach spotyka się pytania eksploracyjne (badanie nowych zjawisk, obiektów) i hipotetyczne, pytania otwarte i rozstrzygnięcia. Jakie role pełnią pytania dzieci?

Rola pytań jest ogromna, czego często nie uświadamiają sobie rodzice i nauczyciele. Wśród najważniejszych ról należy wymienić:

· pytania pełnią rolę poznawczą świata, są narzędziem poznawczym dla dziecka w nowym, nieznanym świecie,

· na podstawie zadawanych przez dziecko pytań (jego treści) możemy zdiagnozować jakie są jego potrzeby edukacyjne, czym się w szczególności interesuje,

· pytania pobudzają dziecko do obserwowania, wyobrażania, myślenia, do samodzielności i aktywności

· pytania mogą pełnić także funkcję diagnostyczną, z treści zadawanych pytań można wywnioskować jaki dziecko ma problem, ale także zdiagnozować jego prawidłowość rozwoju w sferze poznawczej

· pytania są także wskaźnikiem rozwoju poznawczego, na podstawie użytych przez dziecko zaimków, przyimków można określić rozwój jego rozwój gramatyczny,

Odpowiedzi na pytania dzieci muszą być starannie przemyślane, treściwe, rzeczowe, prawdziwe, udzielone w ciekawej formie, stosownie do wieku dziecka. Najlepszym sposobem jest nawiązanie swobodnej i żywej rozmowy, która pobudza dziecko do stawiania dalszych pytań i sygnalizowania swoich wątpliwości.

Możliwość zadawania pytań przez dzieci ma bardzo ważne znaczenie w ich prawidłowym rozwoju, dlatego też nasuwają się wskazówki: nie ograniczajmy aktywności językowej dzieci poprzez ciągłe uciszanie ich i zwracanie im uwagi uczyńmy z każdego pytania dziecka doskonały bodziec do podejmowania przez nich aktywności, która da dziecku odpowiedz na postawione pytania pamiętajmy, że okres przedszkolny to czas stawiania pytań przez dzieci a nie przez Was zachęcajmy dzieci do zadawania pytań, które mogą być wskaźnikiem ich rozwoju poznawczego.

Aktywność, przejawiająca się w zadawaniu pytań, dobrze świadczy o rozwoju psychicznym małego człowieka. Formułowanie pytań jest trudną pracą umysłową, a poziom pytań jak też sposób ich zadawania, ukazuje rozwój umysłowy, dociekliwość i zakres zainteresowań dziecka.

Korzyści płynące z przebywania na świeżym powietrzu u 3-6-latków

Powietrze to jeden z naturalnych czynników, które dla rozwoju dziecka ma bardzo duże znaczenie. Zadaniem wychowawczym jest przyzwyczajenie dzieci do przebywania na powietrzu bez względu na porę roku.

Korzystanie z powietrza i słońca to podstawowy warunek higieny układu oddechowego i krążenia, który jednocześnie ma ogromne znaczenie dla higieny układu nerwowego i rozwoju ruchowego.

Dzieci pozbawione możliwości przebywania na powietrzu nie mogą się prawidłowo rozwijać. Najważniejszym zadaniem wychowawczym jest przyzwyczajenie dzieci do przebywania na powietrzu bez względu na pogodę. Jedynie deszcz, silny wiatr i mróz poniżej –10 st. uniemożliwia przebywanie dzieci na powietrzu.

Każda pora stwarza inne możliwości przebywania na świeżym powietrzu. Zawsze należy uwzględniać warunki atmosferyczne, teren, ubranie dzieci, odpowiedni dobór zabaw i ćwiczeń.

Z higienicznego punktu widzenia ważny jest właściwy ubiór dziecka. Niewielką korzyść z uczestnictwa w zajęciach wyniesie dziecko źle przygotowane do wykonywania ruchów, skrępowane zbyt ciasnym lub zbyt ciepłym ubraniem, z rozwiązanym sznurowadłem, spadającymi butami czy uciskającą gumą. Ubiór dziecka trzeba więc kontrolować przed wyjściem i już w trakcie zajęć, gdyż często zachodzi konieczność np. zrzucenia zbędnego okrycia lub ponownego włożenia cieplejszej odzieży. Przystosowanie dziecka do temperatury otoczenia wymaga jego udziału. Należy nauczać dzieci, w jaki sposób mogą przeciwdziałać marznięciu zimą, czy przegrzaniu latem. Temperatura powietrza czasem sprawia dziecku przykrość – jest mu za zimno lub za gorąco. Zadaniem nauczyciela jest wypracowanie nawyku odpowiedniego ubierania się w zależności od temperatury. Należy dostarczać wiedzy, podsunąć różne sposoby rozgrzewania się, np. tupanie, rozcieranie rąk, wymachiwanie nimi. Dzieci powinny też wiedzieć, dlaczego smaruje się im twarze kremem, chodzi o rozumienie chronienia skóry przed silnym mrozem i słońcem.

Podczas dni upalnych należy wdrażać dzieci do właściwego zachowania. Dążyć trzeba do przyzwyczajania dzieci do zmiany miejsc zabaw w ogrodzie przedszkolnym i chronienia się w cień, do zaspokojenia pragnienia. Dzieci starsze powinny wiedzieć, że słońce może być powodem zasłabnięcia, bólu głowy, i że wtedy należy ochłodzić ciało wodą, pozostawać w cieniu, osłaniać głowę przez noszenie czapki, kapelusika, chusteczki.

Zabawy i ćwiczenia na powietrzu zimą mają wielką wartość zdrowotną, hartują i usprawniają. Zachęcając dzieci do ruchu i wysiłku musimy pamiętać by był on dostosowany do temperatury i odpowiednio regulowany: bardziej żywy i rozgrzewający na początku, zróżnicowany w zależności od wieku dzieci.

Liczyć się należy z faktem, że do przedszkoli uczęszczają dzieci nie zawsze będące „okazami” zdrowie. Specjalnej troski wymaga dziecko z wadą serca, o skłonnościach astmatycznych, podatne na choroby gardła, zagrożone gruźlicą czy reumatyzmem. Wysiłek dla tych dzieci może być przeciwwskazany lub znacznie ograniczony – w zależności od decyzji lekarza.

W pracy z dziećmi należy budzić przekonanie, że świeże powietrze służy zdrowiu, chroni przed zaraźliwymi chorobami. Inny problem wychowania zdrowotnego to sprawa świeżości powietrza w budynku. Można i należy tak wychowywać dzieci, aby odczuwały przykrość z powodu zaduchu i same się przed nim broniły. Niezbędne jest w kształceniu tego nawyku przestrzeganie systematycznego wietrzenia pomieszczeń. Niektórych ćwiczeń czy zabaw w ogóle nie powinno się wykonywać w sali (np. rzutów na odległość, skoku w dal– wzwyż, biegów na szybkość itp.).

Inną formą przyzwyczajania dzieci do korzystania ze świeżego powietrza będą spacery, wycieczki, sport.

Spacery stanowią jedna z form realizowania zadań wychowania zdrowotnego. Wycieczki natomiast wynikają z treści programowych dotyczących poznania przez dziecko otaczającej rzeczywistości przyrodniczej i techniki oraz kształtowania tą drogą postaw emocjonalnych i społeczno – moralnych. Spacer, wycieczka, zabawy sportowe są wydarzeniami zwykle oczekiwanymi z radością, jej przebieg nie może zawieść oczekiwań dzieci. Należy starać się aby atmosfera w czasie trwania tych form pracy z dziećmi była radosna, dawała poczucie swobody i zadowolenia.

Radosne przeżycia, jakim są spacery i wycieczki pobudzają dzieci do wypowiadania się na ich temat, a więc stanowią dobrą okazję do prowadzenia rozmów indywidualnych. Plac zabaw powinien być dostosowany do różnych grup wiekowych. Ogólnie chodzi o to by przedszkole stwarzało pełne warunku umożliwiające wszechstronny rozwój ruchowy. Dziecko musi wprawiać się i znaleźć wyżycie w tym, do czego wykazuje upodobanie, co przystosowuje je do życia. Zestaw przyrządów umożliwić więc musi: wspinanie się, przechodzenie, przewijanie się, przedostawanie się po lub ponad przeszkodami, przekraczanie z jednego sprzętu na drugi, wchodzenie i zsuwanie się po płaszczyznach pochyłych, ćwiczenie równowagi na podwyższonych i wąskich powierzchniach, stosowanie odporów, półzwisów, a nawet zwisów. Wyuczyć trzeba dzieci samoochrony i przezorności, przestrzegać przed ryzykanctwem, nie dopuszczać do wybryków i zabaw zagrażających wypadkowi. Ale jednocześnie trzeba sobie zdawać sprawę, że samymi zakazami niewiele się osiągnie, że przyrządy nieprzeparcie pociągają dzieci oraz że potencjalne możliwości dzieci daleko wybiegają poza utarte opinie. W rzeczywistości dzieci stać na więcej niż sadzimy. Pokierowanie rozwojem ich sprawności w tym zakresie, stopniowanie trudności i czynna pomoc są więc bardzo potrzebne i przynoszą zaskakująco dobre rezultaty. Wartość spacerów, wycieczek, zabaw sportowych polega na tym, że dzieci będą przebywały przez dłuższy czas na powietrzu w dobrych warunkach klimatycznych, co przyczyni się do odprężenia psychicznego i fizycznego.

W czasie ich trwania łączy dzieci wspólne radosne przeżycie, co sprawia, że wytwarza się przyjemna atmosfera ułatwiająca kontakty, wyzwalająca serdeczność i koleżeńskość, dzieci chętnie sobie pomagają.

Wypracowanie u dzieci nawyków związanych z korzystaniem ze świeżego powietrza  i słońca odbywać się powinno poprzez dostarczenie im wiadomości o znaczeniu świeżego powietrza dla zdrowia.

Nie sposób pominąć szeregu przyjemnych doznań, przeżyć, gdy dziecko zaspokaja potrzebę ruchu, wyżywa się.

Opracowała: Małgorzata Szymańska

Głośne czytanie jest proste i dzieci je uwielbiają!

W dobie ciągłego rozwoju mass mediów (telewizja, prasa, Internet) książka wydaje się czymś bardzo nieatrakcyjnym. Trzeba się trochę natrudzić aby po nią sięgnąć (biblioteki, księgarnie), zajmuje czas (trzeba trochę poszukać, by znaleźć potrzebne informacje), jest nieciekawa wizualnie (więcej ma tekstu niż obrazków-zazwyczaj). Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że głośne czytanie jest proste i dzieci je uwielbiają! Nie potrzeba specjalnych nakładów finansowych, by czytać dzieciom. Każdy, nawet z ubogiej rodziny może to robić. Nie trzeba także mieć żadnych tytułów naukowych , by czytać dzieciom. Bliski kontakt rodzica z dzieckiem w czasie spędzenia tych paru minut przy czytaniu jest bezcenny. Dziecko czuje się kochane, bezpieczne, pożytecznie spędza czas z mamą, tatą i co najważniejsze – czuje się ważne. Trzymane jest w ramionach, siedzi na kolanach, czy na dywanie z rodzicem, który całą swoją uwagę skupia właśnie na nim. Wysila się , stymuluje odpowiednio głos, robi dziwne miny, by było zadowolone. To tez jest bardzo ważny element bliskiego kontaktu z dzieckiem.
Korzyści płynące z głośnego czytania dzieciom książkę są wielkie. Trzeba zaznaczyć, że zalety przemawiające za głośnym czytaniem są dużo bardziej znaczące i procentują na wiele lat niż oglądnie telewizji czy granie na komputerze, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę.

Zalety głośnego czytania:

– Stymuluje rozwój mózgu,
– Wzbogaca słownictwo,
– Dziecko podejmuje wypowiedzi wielozdaniowe,
– Rozwija język i wyobraźnię,
– Uczy myślenia,
– Pomaga w zrozumieniu ludzi, świata i siebie,
– Przynosi ogromną wiedzę ogólną i wzbogaca słownictwo,
– Buduje i umacnia więzi pomiędzy rodzicami i dzieckiem,
– Zapewnia emocjonalny rozwój dziecka,
– Rozwija wrażliwość i empatię,
– Kształtuje nawyk czytania i zdobywania wiedzy na całe życie,
– Pomaga w wychowaniu dziecka,
– Uczy wartości moralnych,
– Wpływa na zmianę negatywnych postaw na pozytywne,
– Uczy nieagresywnych sposobów rozwiązywania problemów i konfliktów,
– Ułatwia samodzielne czytanie, daje podwaliny pod sukces w mówieniu i pisaniu
– Głośne czytanie dziecku od najmłodszych lat ułatwia samodzielne czytanie, daje podwaliny pod sukces w edukacji szkolnej, (dzieciom, którym czyta się głośno już od najmłodszych lat, łatwiej przychodzi nauka, także w szkole),
– Rozbudza zainteresowania,
– Tworzy skojarzenie czytania z przyjemnością i poczuciem bezpieczeństwa,
– Buduje samouznanie – dziecko czuje się ważne, kochane i coraz bardziej kompetentne,
– Chroni przed uzależnieniem od telewizji i absorbowaniem z niej antywartości,
– Jest najlepszą inwestycją w pomyślną przyszłość dziecka.

Złota lista


Lista książek szczególnie polecanych przez Fundację ABCXXI która rozpoczęła akcję „Cała Polska Czyta Dzieciom”:

Wiek 0-4 lata:

Marta Bogdanowicz (opracowanie) – Rymowanki-przytulanki
Paulette Bourgeois, Brenda Clark – seria o Franklinie
Jan Brzechwa – Wiersze i bajki
Josef Czapek – Opowieści o piesku i kotce
Karel Czapek – Daszeńka
Gilbert Delahaye – seria o Martynce
Dorota Gellner – Bajeczki
Czesław Janczarski – Miś Uszatek, Wędrówki Misia Uszatka
Janosch – Ach, jak cudowna jest Panama
Astrid Lindgren – Lotta z ulicy Awanturników; Ja też chcę mieć rodzeństwo
Hanna Łochocka – O wróbelku Elemelku
Sam McBratney – Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham
Nele Most, Annet Rudolph – Wszystko moje; Co wolno, a czego nie wolno
Beata Ostrowicka – Lulaki, Pan Czekoladka i przedszkole
Julian Tuwim – Wiersze dla dzieci

Wiek 4-6 lat:

Hans Christian Andersen – Brzydkie Kaczątko
Florence and Richard Atwater – Pingwiny Pana Poppera
Wanda Chotomska – Wiersze, Pięciopsiaczki
Carlo Collodi – Pinokio
Waclaw Cztwrtek – O gajowym Chrobotku; Bajki z mchu i paproci
Dimiter Inkiow – Ja i moja siostra Klara
Astrid Lindgren – seria o Pipi Pończoszance, Emil ze Smolandii
Hugh Lofting – seria o Doktorze Dolittle
Kornel Makuszyński – Przygody Koziołka Matołka
Małgorzata Musierowicz – Znajomi z zerówki
Alan A. Milne – Kubuś Puchatek, Chatka Puchatka
Zofia Rogoszówna – Dzieci Pana Majstra
Krystyna Siesicka – Idzie Jaś
Małgorzata Strzałkowska – Leśne głupki; Wierszyki łamiące języki
Danuta Wawiłow – Wiersze

Wiek 6-8 lat:

Marcin Brykczyński – Ni pies, ni wydra
Jan Brzechwa – Pchła Szachrajka; Szelmostwa Lisa Witalisa, Akademia Pana Kleksa
Frances Hodgson Burnett – Mała księżniczka
Tove Jansson – seria o Muminkach
Astrid Lingren – Dzieci z Bullerbyn; Mio, mój Mio
Mira Lobbe – Babcia na jabłoni
Anna Onichimowska – Najwyższa góra świata
Stanisław Pagaczewski – Porwanie Baltazara Gąbki
Dr. Seuss – Słoń, który wysiedział jajo
Anna Sójka – Czytam od A do Z
M. Strzałkowska – Rady nie od parady
Anne-Cath. Westly – Sekret Taty i ciężarówka
Jan Whybrow – Księga straszliwej niegrzeczności, Małego Wilczka księga wilkoczynów
Piotr Wojciechowski – Z kufra pana Pompuła
Wojciech Żukrowski – Porwanie w Tiutiurlistanie.

Opracowała
Joanna Gawron i Iwona Stefaniuk.

Zdrowy rozsądek w wychowaniu

Zdrowy rozsądek jest niezbędny w każdej dziedzinie działalności człowieka, także w wychowywaniu dzieci. Nie pomoże zgłębianie poradników, ani rady specjalistów, jeżeli jako rodzice będziemy zachowywali się irracjonalnie, a zdarza się to osobom wysoko wykształconym i inteligentnym.

Kilka lat temu miałam przyjemność nauczać dziewczynkę, której mama zajmowała prestiżowe stanowisko związane ze służbą zdrowia w mieście. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, matka nie wyraziła zgody nawet na mierzenie i ważenie córki przez szkolną pielęgniarkę. Niedopuszczalne było w jej przypadku zwykłe sprawdzenie czystości, nie mówiąc już o przeglądzie zębów przez stomatologa. Matka wyjaśniła mi, że dziewczynka od maleńkości nie pozwalała na to, aby ktokolwiek w białym fartuchu się do niej zbliżył. Nie chodziła więc do lekarza, nie była szczepiona przeciwko chorobom zakaźnym. Na szczęście zdrowie jej dopisywało.

Trudno było mi sobie wyobrazić, jak dziewczynka już w wieku niemowlęcym nie zgadzała się na badanie przez lekarza, czy też szczepienie. Dobrze, że zgodziła się przyjść na świat w (o zgrozo!) szpitalu. Nie dyskutowałam z matką i nie dzieliłam się z nią swoim zdziwieniem, dopóki nie okazało się, że jej córka nie ma zamiaru wykonywać wielu poleceń, ponieważ robi to, co sama uważa za stosowne. Nie będę opisywać, jak dalece było to kłopotliwe dla wszystkich i jak bardzo odbiło się na jej postępach w nauce, ponieważ łatwo jest to sobie wyobrazić.

Dziecko to nigdy nie zaznało rozumnego przymusu ze strony rodziców, który jest konieczny i kształcący. Taki przymus umożliwia przystosowanie się dziecka do zwyczajnych sytuacji życiowych. Podany przykład jest drastyczny i skrajny, na co dzień spotyka się jednak sporo dzieci rozdyskutowanych w sprawach oczywistych. Uczymy tego dzieci, przekonując je, pytając, tłumacząc w sytuacjach, w których wystarczy prosty komunikat.

Ojciec, zamiast powiedzieć krótko: – Idziemy do babci – pyta: – Może pójdziemy do babci? No i dyskusja się zaczyna.

Pewna mama, odbierając syna ze świetlicy szkolnej punktualnie w momencie, gdy wychowawczyni kończyła pracę, zadawała mu zwykle pytanie: – To co, pójdziesz do domu? Dziecko przeważnie nie miało ochoty natychmiast wychodzić, ociągało się, złościło. Któregoś dnia, zniecierpliwiona wychowawczyni, zapytała w tej sytuacji matkę: – To co, może pójdę po dziecko do przedszkola? Pytanie to nie było zbyt grzeczne, ale odniosło pożądany skutek.

Ogromnym wyzwaniem dla każdego nauczyciela i wychowawcy jest praca z dzieckiem, które ma nawyk dyskutowania w sprawach oczywistych, żyje w chaosie i kompletnej dezorganizacji. Łączy się to zwykle z tym, że nie rozumie słów: – nie, nie wolno, nie teraz, za chwilę itp. Nie respektuje odmowy, a nawet odroczenia. Do tego dochodzi krytyka ze strony rodziców, którzy czasami są zakłopotani takim zachowaniem i komentują je przy dziecku: – No widzi pani, on tak zawsze, – Jest taka uparta itp. Aż trudno uwierzyć, jak rodzice tacy wytrzymują z własnymi dziećmi i jak właściwie wytrzymują sami ze sobą.

Termin, rodem z prawa rodzinnego, a brzmiący „władza rodzicielska” nie oznacza przemocy w stosunku do najmłodszych, ani niepotrzebnego narażania ich na stres. Oznacza, że to dorosły podejmuje niezbędne decyzje w stosunku do dziecka, nie musi ich uzasadniać, tłumaczyć się, proponować. Składam głęboki ukłon zwyczajnym rodzicom, którzy protestujące pociechy wnoszą do gabinetów lekarskich, nie reagują na dziecięcą histerię, nie ustępują dla świętego spokoju, jasno i krótko nakazują i zakazują. Tak postępowali nasi dziadkowie i rodzice, dlaczego więc nam zdarza się często postępować zupełnie inaczej?

Autor: Małgorzata Wiśniewska-Koszela

GDY DZIECKO PRZEKLINA!!!

Źródło: http://www.benc.pl
Artykuł dla rodziców – czerwiec 2014, znaleziony przy pomocy Internetu

Na początku myślisz, że się przesłyszałaś. Ale już po chwili do ciebie dociera, że TO słowo naprawdę wydobyło się z niewinnych usteczek twojego maluszka. Jak to możliwe, że kilkulatek zna taki wyraz? Gdzie go usłyszał? Po co powtarza? Czy trzeba go za to ukarać? I co zrobić, by szybko o nim zapomniał i przestał używać?

Dlaczego dziecko przeklina?

Sprawa jest prosta – kilkulatek potrzebuje uwagi, a używanie zakazanych wyrazów wywołuje w jego otoczeniu gwałtowne reakcje. Choć z naszego, dorosłego punktu widzenia, te reakcje nie powinny sprawiać mu przyjemności (wszak często są to krzyki, kary i „pogadanki”) dla niego są ciekawe, bo po prostu są.

Kilkuletni maluch nie ma zbyt wielu szans, by wpływać na świat, który go otacza. To rodzice decydują że musi iść do przedszkola, co będzie jadł na obiad, jaką zabawkę mu kupią i dokąd pojadą na wakacje. A mały człowiek bardzo chciałby o czymś sam decydować.

Może jednak co najwyżej pomarudzić przy jedzeniu lub zwlekać z położeniem się spać, a także zrobić coś, co wywoła u rodziców gwałtowną reakcję – powiedzieć brzydkie słowo. Odkrycie, że jeden wyraz jest w stanie skierować całą uwagę rodziców tylko na niego, jest bardzo podniecające. Dziecko szybko uczy się to wykorzystywać, by wciąż znajdować się w kręgu zainteresowania, wywoływać gwałtowne reakcje i z radością je obserwować. Czuje się też ważne, gdyż podkradło dorosłym „tajemnicę” – wyraz, który był przed nim ukrywany. Używanie go czyni go częścią świata dorosłych, pozwala mu przekraczać granice, zrywać zakazany owoc. A ten, jak wiadomo, kusi. Bardzo trudno jest mu się oprzeć, zwłaszcza gdy jest się tak małym.

Skąd maluch zna brzydkie wyrazy?

Na ogół, niestety, z własnego domu. Dorosłym często wydaje się, że dziecko słyszy tylko te wypowiedzi, które skierowane są bezpośrednio do niego, a rozmowy pomiędzy dorosłymi zupełnie go nie interesują. Tymczasem kilkulatek jest chłonny jak gąbka, przyswaja wszystko, co pochwycą jego uszy, zapamiętuje i potem odtwarza – w przeróżnych, nie zawsze wygodnych dla rodziców okolicznościach. Jeżeli mama lub tata mają zwyczaj wplatania w swoje wypowiedzi tak zwanych „przerywników”, nie ma szans, by dziecko nie zaczęło przeklinać. I żeby się tego oduczyło.

Jeżeli w domu nie padają niecenzuralne wyrazy, winowajcą może być przedszkole. Dzieci są różne, pochodzą z różnych domów i nie mamy wpływu na to, jakimi wyrazami posługują się w czasie zabawy. Nauczycielki mogą, choć nie muszą zauważyć problemu, ale nawet starając się wpłynąć na przeklinające dziecko mogą co najwyżej poprosić je o zmianę słownictwa lub postawić za karę w kącie. Nie uchronią innych dzieci przed „zakażeniem” niecenzuralnymi słówkami. Z tym muszą sobie poradzić ich rodzice.

Kolejnym winowajcą może być telewizja. Nie wszyscy rodzice przykładają wagę do tego, co oglądają ich dzieci. W wielu domach telewizor jest włączony przez całe dnie, a dźwięki wydobywające się z jego głośników stanowią nieodzowne tło dla domowego życia. Dziecko zaś chłonie – nieładne wyrazy, ale także nieodpowiednie dla swojego wieku obrazy (np. zwłoki w serialach kryminalnych). Dobrze, by rodzice traktowali telewizor nie jak kolejnego członka rodziny, lecz narzędzie włączane w odpowiednich porach i w konkretnych celach. Tylko wówczas mogą w pełni kontrolować, czego nauczy on ich dzieci.

Jak reagujemy na przekleństwo w ustach dziecka?

Niedowierzanie, konsternacja, a potem wybuch śmiechu. Albo gniew, kara, wymuszona obietnica że „już nigdy tak nie powiesz”. To najczęstsze, a jednocześnie najgorsze z możliwych reakcji na przekleństwa w ustach dziecka. Czemu są nieprawidłowe? Ponieważ dają dziecku dokładnie to, czego oczekiwało – naszą uwagę, zmianę zachowania, skupienie się tylko na nim. To oczywiście nic złego, ale nie powinno być odpowiedzią na jego nieprawidłowe zachowanie. Nasza uwaga należy się dziecku na co dzień, bez okazji, a nie z powodu jego przekleństw. Jak więc prawidłowo na nie zareagować? Psycholodzy proponują kilka możliwych rozwiązań.

Rodzice nic nie słyszą – czasami warto na pewien czas „ogłuchnąć”, by brzydkie słowo nie wywołało żadnej reakcji. Powstrzymanie się od jakiegokolwiek komentarza (a nawet mimiki twarzy) pokaże dziecku, że jego magiczny wyraz nie działa. Nie warto więc go powtarzać. Taka wybiórcza głuchota działa w przypadku dzieci, które nie do końca zdają sobie sprawę ze znaczenia wypowiadanego przez siebie słowa a jedynie chcą przetestować jego siłę rażenia na własnych rodzicach. Często zdarza się, że po kilku nieudanych próbach maluch rezygnuje i po prostu wyrzuca z pamięci nieprzydatny wyraz. Jeżeli tak się nie dzieje, warto wypróbować inną metodę.

Spokojna rozmowa – powtarzane w kółko i z wyraźną premedytacją przekleństwo to powód, by poprosić dziecko o wyjaśnienia. Niech opowie, gdzie usłyszało nowe słowo i dlaczego wciąż je powtarza. Czy wie, co ono oznacza? Czy rozumie, że nazywając kogoś w przykry sposób obraża go? Jak ono samo czułoby się, gdyby ktoś je przezywał? Warto wyjaśnić dziecku, że w naszym języku występuje całe mnóstwo słów, w tym bardzo dziwnych czy trudnych (np. prokrastynacja, imponderabilia, degrengolada), których w naszym domu z różnych powodów się nie używa. Niektóre trudno wymówić, inne opisują rzeczy, które do nas nie pasują, a jeszcze inne mogą sprawiać przykrość. Brzydki wyraz zaklasyfikujmy wspólnie do wyrazów nieużywanych w domu.

Zabawne zamienniki –  to sposób na maluchy, które lubią wykazywać się kreatywnością i mają poczucie humoru. Można ustalić, że słowo, które ciągle uparcie wyfruwa z buzi i nie da się go zapomnieć, od dziś zamieniamy na inny wyraz. Im śmieszniejszy, tym lepiej. Może to być jedno słowo lub kombinacja dwóch, ważne, żeby to dziecko zdecydowało, jak będzie brzmieć jego zastępcze przekleństwo. Nowego, śmiesznego słowa może używać cała rodzina, będzie to tajne porozumienie, wspólny, rodzinny sekret. Kto wie, czy ten pomysł nie okaże się dla dziecka bardziej interesujący niż przekorne denerwowanie rodziców?

Stawianie granic – zabawa zabawą, ale w wychowaniu bardzo istotne jest stawianie dziecku granic. Wbrew pozorom to nie przytulanie i kupowanie prezentów zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa, ale właśnie prawidłowo wytyczone przez rodziców granice. Uparcie przeklinający maluch zapewne sprawdza swoich opiekunów, wypróbowuje ich miłość i testuje tolerancję. Przedłużające się ignorowanie jego zachowania może wywołać katastrofalną reakcję – dziecko utwierdzi się w przekonaniu, że nikomu na nim nie zależy i cokolwiek zrobi, nikogo to nie obejdzie.

Jeżeli więc przekleństwa są naprawdę „soczyste”,  a na dziecko nie działa żaden z powyższych sposobów, trzeba umieć powiedzieć mu „nie”. Krnąbrnemu kilkulatkowi jasno komunikujemy, że pewnych słów i zwrotów w naszym domu nie zamierzamy tolerować, po czym wracamy do swoich zajęć, nie rozwlekamy tematu w nieskończoność. Teraz ruch należy do dziecka. Jeśli przemyśli sprawę i poskromi język, nie trzeba będzie wracać do sprawy. Jeśli jednak stanie w kontrze i nadal będzie nas obrażał, konieczne będzie zastosowanie odpowiedniej do wieku dziecka kary. Każda rodzina ma swój własny system kar i nagród, zresztą nie wszystko sprawdza się jednakowo u różnych dzieci.

Niech kara będzie mądra, dostosowana do wieku, możliwości i umiejętności pojmowania danego dziecka. W żadnym wypadku cielesna. U niektórych sprawdzi się stosowany konsekwentnie „karny jeżyk”, u innych szlaban na dobranockę, zarekwirowanie zabawki itd.  Każdy rodzic wie, co zadziała na jego dziecko. Grunt, żeby kary były mądre, a po nich (w przypadku poprawy zachowania) następowały nagrody. Dziecko musi czuć się przede wszystkim kochane.

Autor: Kamila Śnieżek

Rywalizacja między rodzeństwem

Źródło: www.egodziecka.pl
Artykuł dla rodziców – maj 2014, znaleziony przy pomocy Internetu

Kiedy w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko, często miedzy rodzeństwem dochodzi do kłótni. Zastanawiamy się, czym są one spowodowane i jak możemy zaradzić sporom. Powodem rywalizacji między rodzeństwem jest zazdrość. Jej korzenie tkwią w pragnieniu każdego dziecka, by mieć mamę i tatę na wyłączność. To rodzice dają wszystko, co potrzebne do prawidłowego rozwoju – miłość, ciepło, poczucie wartości, wyjątkowości i bezpieczeństwa.

Kiedy pojawia się młodszy brat lub siostra, rodzice więcej uwagi poświęcają nowonarodzonemu dziecku. Oczywiście noworodek wymaga dużo opieki, ale nie należy zapominać o starszym dziecku, które w chwili pojawienia się rodzeństwa potrzebuje nas nawet bardziej niż przedtem. Z racji tego, że czuje się zepchnięte na dalszy tor, robi wszystko, by zwrócić na siebie naszą uwagę. Jakie zadanie spoczywa na rodzicach? Należy każde dziecko zapewniać, że jest kochane, wyjątkowe i bezpieczne, że może zawsze liczyć na pomoc i wsparcie rodziców. Trzeba także pokazać, ze warto się dzielić i współpracować. Relacje między dziećmi w młodości mają duży wpływ na to, jak ułożą się ich wzajemne stosunki w dorosłym życiu. Również przeżycia związane z rodzeństwem mogą ukształtować sposób myślenia dziecka o sobie w dorosłym życiu.

Ważne jest, by dziecko potrafiło wyrażać swoje negatywne uczucia. Można je do tego zachęcać, np. poprzez nadanie im symbolicznego wyrazu – narysuj, jaki jesteś zły, napisz na kartce, co czujesz, itp. Jeśli dziecko żywi negatywne uczucia do swojego rodzeństwa, to trzeba okazać zrozumienie dla tego, co czuje. Zamiast się przezywać i bić, należy nauczyć się spokojnie rozmawiać, mówić o swoich uczuciach.

Często źródłem konfliktów jest także porównywanie dzieci. Aby nie porównywać dzieci, warto powiedzieć, co się podoba lub nie podoba w ich zachowaniu. Zamiast mówić: „Widzę, że w przeciwieństwie do swojego brata bałaganiarza, posprzątałeś”. Powiedzmy po prostu: „Świetnie, że posprzątałeś i ułożyłeś wszystkie zabawki na swoje miejsce”. Gdy kupimy coś jednemu dziecku, nie mamy obowiązku kupować także drugiemu. Jeśli dziecko potrzebuje nowe spodnie, to należy drugiemu wytłumaczyć, że gdy będzie czegoś potrzebowało, również to dostanie, na pewno niczego mu nie zabraknie.

Czy Wasze dzieci się biją? Zastanawialiście się, jak reagować w takiej sytuacji? Wysłuchajmy najpierw, co dzieci mają do powiedzenia. Niech każde z nich powie, co czuje. Potem zajmijmy się dzieckiem, które ucierpiało podczas bójki. Dziecko bijące będzie wtedy zdezorientowane. Myślało bowiem, że spotka je kara, rodzic będzie mu tłumaczyć, że tak nie wolno. Ale nie tędy droga. Jeśli skupimy się na poszkodowanym dziecku, mały agresor zauważy, że bijąc swojego brata lub siostrę, nie czuje się wygrany. Najlepiej zachęcać dzieci, by same rozstrzygały spory. Sugerujmy im, że potrafią wspólnie dojść do porozumienia. Wkraczajmy tylko wtedy, gdy któremuś z dziećmi może stać się krzywda. Wtedy należy rozdzielić rodzeństwo, aby ochłonęło.

Nikt nie mówił, że wychowanie dziecka jest łatwe, nie mówiąc już o dwójce czy trójce. Najprościej byłoby przeczytać wszystkie możliwe poradniki, które zawierają porady na temat wychowania dzieci. W wielu z nich zawarte są sprawdzone sposoby, jak ujarzmić goniące się, przezywające i bijące dzieci. Tylko czy wszystkie te metody udaje się nam stosować w praktyce? Do wychowania młodego człowieka potrzebujemy przede wszystkim miłości, cierpliwości, wytrwałości i konsekwencji. To my oraz relacje między nami a innymi ludźmi są dla dzieci przykładem na to, jak powinny się zachowywać. Pokażmy więc, że jesteśmy dobrymi braćmi i siostrami  i potrafimy się ze sobą dogadać, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że nawet teraz w dorosłym życiu, kiedy jesteśmy mądrzejsi, czy też bardziej doświadczeni,  nie jest to takie łatwe.

I co najważniejsze, pamiętajmy o tym, by nie kochać dzieci tak samo, ale w sposób wyjątkowy.

Beata Brzezińska – pedagog społeczny, mama dwóch chłopców

Opracowane na podstawie: „Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością” Adele Faber i Elaine Mazlish

Jaka książka dla dziecka?

Źródło: www.superkid.pl
Artykuł dla rodziców – kwiecień 2014, znaleziony przy pomocy Internetu

W księgarniach pełno jest książek kolorowych, suto ilustrowanych. Do kąpieli, do zabawy. Rodzice pamiętający bure książki z własnego dzieciństwa, łatwo dają się uwieść tym cackom. Książki – domki puchatych misiów, książki – zwierzęta łypiące plastikowymi oczyma, książki – pękate pudełka, z ukrytymi w środku zabawkami, niczym czekoladowe jajka-niespodzianki.

Tymczasem niespodzianką, którą kryje książka, powinno być słowo. Czyta się przecież, bo słowo ma moc sprawczą. Buduje światy, które inaczej nigdy by nie zaistniały. Postać, o której czyta dziecko, istnieje tylko dzięki temu, że ono czyta. Bardzo małemu człowiekowi można tłumaczyć: jeśli zniszczysz książkę, nikt więcej nie będzie mógł przeczytać tej historii. Kiedy starsze zapyta: czy Miś Uszatek jeszcze żyje albo: czy istnieje naprawdę, można odpowiedzieć: żyje, ilekroć     o nim czytamy. To pierwsze, niepewne kroki młodego czytelnika w świecie fikcji literackiej.

Co zrobić, żeby dziecko nas w ogóle słuchało?

Niespokojnego noworodka monotonne czytanie potrafi zirytować. Najlepiej na początku byłoby po prostu śpiewać. Choćby wiersze Marii Konopnickiej,      do których już ponad sto lat temu wymyślono melodie. Niestety, melodii tych możemy się nauczyć tylko od własnej mamy lub babci. Wydawane dziś płyty i kasety dla dzieci lansują głównie przeboje w stylu „Smerfoludki śpiewają bajkohity”.

Łatwiej więc recytować. Rytm i melodia wiersza są tak podobne do piosenki, że nawet dziecko, które nie rozumie jeszcze słów, rozpoznaje je i lubi. Często jednak złości się, że dorosły patrzy w książkę, zamiast na niego. Trudno: trzeba więc nauczyć się kilkunastu żelaznych pozycji na pamięć i recytować, patrząc dziecku w oczy, uśmiechając się, tuląc je. Przydadzą się wtedy wiersze z dużą liczbą onomatopei – „Lokomotywa” Tuwima (ze swoimi wszystkimi: „Buch! Ufff! Pufff!”) albo „Dziadzio Mrok” Ewy Szelburg-Zarembiny („Pada pada deszcz chlupu chlupu chlup! Idzie Dziadzio Mrok tupu tupu tup!”). Pod koniec pierwszego roku życia dziecko powinno zrozumieć, skąd pochodzą wiersze i zacząć domagać się książek.

Obawa, że dziecko nie rozumie, co mu się czyta, jest niepotrzebna. Psychologowie są zgodni, że człowiek uczy się języka od pierwszych chwil swojego życia. Zamiast więc bełkotać w pseudodziecinnym języku: „kici-kici robi miau”, można zacytować dziecku Tuwima: „Miauczy kotek: miau! Coś ty kotku miał?”. Przedszkolni pedagodzy są zdania, że to, czy rodzice czytają dziecku, można poznać już po pierwszych wypowiadanych przez nie słowach. Te oswajane z literaturą zaczynają mówić szybciej piękniejszym językiem. Warto od początku dawać dziecku to co najlepsze.

Dzieci, które od pierwszych miesięcy mają kontakt z dobrą literaturą, nie uznają jej za zbyt trudną. Dwulatki uwielbiają Marię Konopnicką (wiersze z tomiku „Co słonko widziało”, „Szkolne przygody Pimpusia Sadełko”). Lubią Stanisława Jachowicza, który rodzicom może się wydawać nieznośnie dydaktyczny. – Dzieci, które nie czytają Konopnickiej i Jachowicza, nie będą przygotowane do odbioru starych tekstów – ostrzega literaturoznawca, specjalista od literatury dziecięcej Grzegorz Leszczyński. – Nie będą w stanie w przyszłości zrozumieć „Pana Tadeusza”.

Czy Mickiewicz jest naprawdę za trudny?

Bardzo małemu dziecku warto kupić książki wydawnictwa Podsiedlik-Raniowski i Spółka: „Kołysanki dla maluchów”, „Wierszyki dla dzieci” i trzy tomiki serii „Polscy poeci dzieciom”. Są pięknie ilustrowane, każda strona jest sztywna (dobre dla niewprawnych rączek), a słowo jest w nich równie ważne co barwa i kształt. Są w nich wiersze proste i piękne, pisane przez poetów dawnych i współczesnych – Juliana Tuwima, Jana Brzechwę, Stefanię Szuchową, Stanisława Jachowicza, Czesława Janczarskiego, Ewę Szelburg-Zarembinę, Dorotę Gellner.

Między nimi pojawiają się utwory nieprzeznaczone może w założeniu dla przedszkolaków („Taka sobie muzyka” Tadeusza Kubiaka, „W ogródku” – Józefa Czechowicza), ale dzieci przyjmą je łatwo, okaże się, że nie ma takiej znów wielkiej przepaści między dobrą literaturą dla dzieci i dla dorosłych. Wielu rodziców czyta dzieciom Słowackiego i Mickiewicza. „Literatura, a szczególnie poezja, przynosi poszerzenie psychiki, daje wyraz stanom wewnętrznym, nazywa przeżycia, doznania, nastroje. Jeśli więc my, dorośli, znajdziemy w tych wierszach coś dla siebie, chętniej wejdą w ten zaczarowany świat nasze dzieci” – pisze Grzegorz Leszczyński (wstęp do „Słowacki – Dzieciom”).

Które misie są obowiązkowe?

Dziecko, które po lekturze „Przygód Pimpusia Sadełko” i „Fernando” (Munro Leaf, przekład Irena Tuwim, wyd. Prószyński), czyli naprawdę długich tekstów, ma przejść do prozy, powinno obowiązkowo dostać „Misia Uszatka” Czesława Janczarskiego (wyd. Nasza Księgarnia). Świat Misia jest światem oglądanym oczyma dziecka. Dom, podwórko, las – Miś odkrywa to wszystko powoli, ucząc się najprostszych rzeczy. Mówi pięknym językiem i nie unika złożonych zdań. Jego świat niepozbawiony jest przy tym bajkowości i poezji. W kolejnych częściach („Wędrówki Misia Uszatka”, „Bajki Misia Uszatka”) Miś w symboliczny sposób dorasta – idzie do przedszkola, opuszcza je, by wyruszyć na wędrówkę. Wie coraz więcej, potrafi wiele wytłumaczyć, doradzić w trudnej sytuacji, rozwiązywać konflikty. Książka „O lalach i Misiach, wiersze poetów polskich” (wyd. Egmont Polska) pokaże dziecku, jak wędrować po obszarach literatury, jak można mówić o tych samych przedmiotach i zjawiskach na różne sposoby.

Gdy dziecko będzie już znać ukochane książki niemal na pamięć, przychodzi pora na „Kubusia Puchatka” i „Misia Paddingtona”. Miś Paddington (Michael Bond, wyd. Bis) ma bardzo wyszukane maniery, posługuje się wyrafinowanym językiem, a jego działania wykraczają poza doświadczenia kilkulatka (fotografuje, miewa kłopoty z policją). Ta książka prawie nie ma ilustracji (gdzieniegdzie czarno-biały rysunek).

Książki, które mają mniej ilustracji, to kolejny, ważny etap dla małego czytelnika. Nie chodzi o to, żeby zubożyć świat dziecka pozbawiając je kolorowych obrazków (np. wyśmienite „Wędrówki Szyszkowego Dziadka” Marii Kędziorzyny (wyd. Nasza Księgarnia), mają ilustrację na co drugiej stronie. Rzecz jednak w tym, by zrozumieć, że świat książki konstruowany jest – powtórzmy – przez słowo: zobacz, tu są litery; czytamy właśnie te litery, obrazki pomagają nam tylko wyobrazić sobie to, o czym czytamy. Już w pierwszych rozmowach z dzieckiem o książkach dobrze jest używać określeń tytuł, autor, bohater. Niech dziecko wie, że ulubionego wiersza trzeba poszukać w spisie treści. Gdy w końcu, słuchając opowieści ze Stumilowego Lasu, zapyta: kto opowiada tę historię, niech usłyszy: narratorem jest tata Krzysia.

Jak odróżnić książkę prawdziwą od książki-pułapki?

Książki pięknie wydane, bogato ilustrowane, okazują się jakże często zwykłą, finansową pułapką. Większość z nich da się przeczytać w trzy minuty. Niech zostanie na księgarnianej półce „365 bajek i opowiastek” (wyd. E. Jarmiołkiewicz), w założeniu zbiór historyjek przeznaczonych do czytania codziennie przed snem. Każda opowiastka ma kilka zdań, a historie bardziej skomplikowane, np. bajka o Czerwonym Kapturku, rozłożona została aż na trzy wieczory! Tłumaczenie jest niechlujne, jeszcze gorsze ilustracje: bajka o koźlątkach ilustrowana rysunkami owieczek, trzej królowie jadą do Betlejem na wielbłądach przez pustynię pokrytą śniegiem. Informacje o mieszkańcach lasu i zjawiskach przyrody są podane stylem podręcznikowym.

Książka dziecięca, zwłaszcza ta, która dostąpiła wątpliwego szczęścia przerobienia na film, sprzeda się dziś świetnie. Oczywiście w wersji uproszczonej. Najlepiej, żeby bohater dostał disneyowskie rysy (jak nieszczęsny Kubuś Puchatek i jego przyjaciele).Podobnie Muminki, których żywot stał się o wiele bardziej awanturniczy, od kiedy z postaci z łagodnej, skandynawskiej opowieści awansowali do roli bohaterów kreskówek i komiksów. Ostatnio przebojem są komiksy, wyklejanki i rozmaite gadżety, lansujące najnowsze gwiazdy kultury masowej, Stasia i Nel z „W pustyni i w puszczy”.

Takie skrócone i uproszczone książki kupują rodzice, którzy prawdopodobnie sami nie czytają – mówi Grzegorz Leszczyński. – Są przekonani, że czytanie jest dla dziecka czynnością bardzo trudną i fatygującą. A więc chcieliby wtłoczyć dziecku do głowy możliwie dużo tekstów. Wydaje się, że najprostszą drogą jest podsunięcie mu streszczenia. Moda na takie książeczki nie wynika z faktu, że dzisiejsze dzieci są głupsze. To dorośli są głupsi.

Nie spiesz się w księgarni

Na co warto zwrócić uwagę, wybierając książkę dla dziecka:

1. Czy książka ma autora. Niewiele warte przeróbki i kalki z wydawnictw zachodnich zwykle go nie mają. Ten, kto tłumaczył je niechlujnie i wyłącznie dla pieniędzy, po prostu nie ma się czym chwalić.

2. Czy nazwisku znanego pisarza nie towarzyszy małe słówko „według”, zwykle pisane drobną czcionką. „Brzydkie Kaczątko” według Hansa Christiana Andersena to zupełnie inne dzieło niż utwór pod tym samym tytułem Hansa Christiana Andersena.

3. Ile jest tekstu na stronie. Dwa czy cztery wersy na co drugiej kartce to jednak trochę za mało, żeby mówić o obcowaniu z dziełem literackim. Zwłaszcza jeśli druk jest bardzo duży. Rodzice nie powinni mieć problemów z rozpoznawaniem nawet małych liter.

4. Bogata oprawa. Książki pięknie wydane, duże, bardzo bogato ilustrowane wskazują na zamożność wydawnictwa. Takie wydawnictwa zarabiają zwykle na kalkach z wydań wielojęzycznych. Oczywiście są wyjątki (pięknie wydawane są np. dobre książki wydawnictwa Podsiedlik-Raniowski). Warto uważnie przyjrzeć się książce, przeczytać choćby pobieżnie jedno lub dwa opowiadania. Kupując książkę nie trzeba się spieszyć.

5. Jak zilustrowana jest książka. Już dla trzyletnich dzieci można wybrać kilka książek, w których ilustracje nie występują na każdej stronie. Obraz powinien iść za słowem, nie narzucać się. Kolorowe ilustracje mogą pobudzić wyobraźnię, ale nie powinny zdominować tekstu. Ilustracje stylizowane na stare to zwykle dobry sygnał. Najczęściej takie rozwiązanie graficzne przyjmują wydawcy dla dawnych tekstów. Warto zapoznawać z nimi dziecko.

6. Disney – warto pamiętać, że ta firma zajmuje się przede wszystkim produkcją filmową. Książki są dodatkiem do filmu, równie ważnym co koszulka lub czapeczka z kaczorem Donaldem. I równie niewiele w nich literackiej treść.

Dlaczego należy czytać dzieciom?

Źródło: http://www.wychowanieprzedszkolne.pl
Artykuł dla rodziców – marzec 2014, znaleziony przy pomocy Internetu

Współczesne dzieci dorastają w ubogim językowo środowisku. Kontakt z żywym słowem wyparła telewizja, której narzędziem nie jest język, lecz obraz.       W efekcie dzieci coraz gorzej znają język, tymczasem język jest narzędziem myślenia – w tym także matematycznego!

Dzieci słabo wyćwiczone w używaniu języka i w myśleniu, pozbawione wyobraźni, którą telewizja wypiera, będą miały trudności od pierwszych dni przedszkola i w późniejszym życiu. Przepaść intelektualna i emocjonalna pomiędzy dziećmi, którym rodzice i wychowawcy dużo czytają, a dziećmi pozbawionymi takiej stymulacji , w kolejnych latach dzieciństwa narasta.

W dobie telewizji ochrona dzieci przed pewnymi informacjami i obrazami jest bardzo utrudniona. Nie ma możliwości wciąż kontrolować ilość i treść oglądanych przez dzieci programów. Nie znaczy to jednak, ze należy zrezygnować z ciągłego zabiegania o zwyczajną rozmowę z dzieckiem na temat tego, co dziś robiło, oglądało, gdyż…

Skutki nadmiernego oglądania telewizji przez dzieci:

1. Nieumiejętność myślenia (oglądanie tv zmienia fizyczną strukturę mózgu dziecka); zanik wyobraźni, nieumiejętność przewidywania konsekwencji –

w telewizji ważne jest tylko tu i teraz

2. Trudność z koncentracją (wartki potok obrazów tv uszkadza zdolność skupienia uwagi)

3. Lenistwo umysłowe, nawyk biernej i bezkrytycznej konsumpcji produktów masowej kultury

4.Obniżenie wyników w nauce

5. Postawa życiowa: niecierpliwość, potrzeba ciągłej zewnętrznej stymulacji, nieustanne oczekiwanie rozrywki oraz gratyfikacji bez pracy i wysiłku (łatwe konkursy z wysokimi nagrodami), szybkie popadanie w nudę

6. Niezadowolenie z posiadanych rzeczy (podsycane celowo przez reklamy)

7. Zanik wrażliwości, znieczulenie na cudzy ból i krzywdę w realnym życiu

8. Lęk, niepokój, nieufność, pesymizm, cynizm, demoralizacja, agresja

9. Ograniczenie kontaktów z rówieśnikami, pogorszenie stosunków z członkami rodziny

10. Obniżenie umiejętności społecznych i wskaźników inteligencji emocjonalnej

11. Brak czasu i chęci na inne zajęcia (sport, czytanie, własna twórczość, rozmowy)

Amerykańska Akademia Pediatrów zaleca rodzicom, by dzieci do 2 roku życia w ogóle nie oglądały telewizji, a dzieci starsze i nastolatki, by nie korzystały dłużej niż 1-2 godziny dziennie z telewizji i komputera łącznie. Dlatego warto wrócić do starych, dobrych sposobów spędzania wolnego czasu.

Warto czytać! Badania naukowe potwierdzają, że codzienne czytanie dziecku dla przyjemności:

• buduje mocną więź między dorosłym i dzieckiem

• zapewnia emocjonalny rozwój dziecka

• rozwija język, pamięć i wyobraźnię

• uczy myślenia, poprawia koncentrację

• wzmacnia poczucie własnej wartości dziecka

• poszerza wiedzę ogólną

• ułatwia naukę, pomaga odnieść sukces w przedszkolu, a potem w szkole

• uczy wartości moralnych, pomaga w wychowaniu

• zapobiega uzależnieniu od telewizji i komputerów

• chroni przed zagrożeniami ze strony masowej kultury

• kształtuje nawyk czytania i zdobywania wiedzy na całe życie

DLATEGO CZYTAJ DZIECKU 20 MINUT DZIENNIE – CODZIENNIE!

Codzienne czytanie dziecku dla przyjemności jest najskuteczniejszą metodą wychowania czytelnika – człowieka samodzielnie myślącego, posiadającego wiedzę i umiejętność jej poszerzania, kulturalnego, etycznego, z wyobraźnią, który umie radzić sobie w życiu przy pomocy rozumu, a nie pięści. Przedszkole może i powinno uzupełniać domowe czytanie, lecz nie zastąpi na pewno czytania w domu przez rodziców. Te parę minut spędzonych z dzieckiem podczas słuchania przez niego książki oprócz kształtowania w nim wrażliwości, wyobraźni, mowy daje także możliwość pogłębiania się więzi między rodzicem a dzieckiem. Jeśli my, dorośli teraz znajdziemy czas dla dziecka, to potem ono znajdzie go dla nas.

Do góry

Skip to content